
Zaloguj sięnie masz konta? Zarejestruj się
Nowość!!! - Multiupload zdjęć - wrzuć kilkadziesiąt zdjęć za jednym razem!
Z autobusu wysiadlam ok 6 rano. Poczatkowo kierowca obudzil mnie wczesniej, ale ostatecznie wysadzil nieco pozniej, uslyszawszy, ze chce dostac sie do Alamut. Nie zatrzymywal sie w samym Qazvin, ale wysadzil mnie w miejscu, gdzie placil w bramce za bilet wjazdowy na autostrade. Policjant zamowil mi taksowke, ktora przyjechala po 45 minutach. Jej kierowca zamarzyl sobie cene do twierdzy Alamut w Gazor Khan 30 $. Po bitej godzinie targowania sie, do ktorej wlaczali sie policjant, kierowcy i pracownicy bramek, ktorzy w wiekszosci bronili jego racji, zeszedl do 20 $. Ostatecznie pojechalam z nim pod Iran Hotel w samym Qazvinie za 30000IR, 20 tys. mniej niz chcial. W przewodniku Lonely Planet sprzed 4 lat napisano, ze hotel ten organizuje wycieczki do Alamut za 14 dolarow. Niewyspany chlopaczek w recepcji poinformowal mnie o 50 $ za 1 zamek i 70 za dwa. Na moje oczy wielkosci spodkow do herbaty zareagowal poleceniem udania sie do Alamut taksowka z bulwaru Gharibkosh w dalszej czesci miasta [o ile mi to poprawnie przetlumaczyli]. Do tegoz placu dojechalam kolejna taksowka za 10000IR. Tam poznalam Megan, podchodzaca do mnie ze znaczna rezerwa chlodna mloda Wloszke, o matce Angielce i nienagannym angielskim akcencie. Wraz z 2 miejscowymi wzielysmy taksowke do Gazor Khan. Wszyscy taksowkarze chcieli od nas 40000IR, w koncu jeden byl otwarty na pertraktacje i z nim po 40 minutach, gdy pojazd byl juz pelny, odjechalysmy. Po 2.5 godzinach drogi po serpentynowatych gorskich drogach Alborz / Erbusu i przystanku na herbate studzona i spijana ze spodkow w miejscowej restauracjo-jadlodajni dojechalysmy na miejsce. Zazyczyl sobie nagle 50000 wiec dostal ile chcial pierwotnie - 40tys. Od czasu drogi do Yuksekovy nie czulam sie za dobrze, a ta podroz dodatkowo pogorszyla moje samopoczucie. Ale po wkroczeniu do miejscowej bazy noclegowej skladajacej sie z 3 namiotow i 2 pokoi, rozpromienilam sie. Poznalam Yane i Aleksandra z Bulgarii, podrozujacych od 2 miesiecy, szczodrze dzielacych sie ze mna lekami. Po jakims czasie dolaczyli sie do nas lokalni iranscy turysci, udajacy sie w okolice Alamut na weekend [czwartek, piatek]. Przez 45 minut goraco dyskutowalismy, na iranski tlumaczyla 23-letnia studentka zarzadzania biznesowego z Teheranu, ktora wspomniala, ze chce wyjechac kontynuowac studia za granice, co popierala jej liberalnie ubrana matka, ale ojciec grozil, ze pojedzie wraz z nia. Po kilku pamiatkowych zdjeciach, filmach i prezentacji tanca w rytm muzyki saczacej sie z Nokii, przysiedlismy na matach badz do stolu do obiadu. Do wyboru bylo wiele potraw, a z racji niedzisiejszego stanu wzielam ryz i podwojny jogurt, ktory doprawdy nigdzie nie smakowal lepiej. W miedyczasie poznalam Amira, doktora uniwersyteckiego z Teheranu, ktory przez kilka lat mieszkal z corkami w Australii. Jego 4 pociechy dobrze i chetnie mowily po angielsku. Wymienilismy sie namiarami, a on zaproponowal transport do Teheranu. Udalam sie do twierdzy Alamut wraz z Megan, co nie poprawilo mojego stanu i po kilku pamiatkowych zdjeciach udalam sie na dol. Wraz z Amirem i jego rodzina 2 samochodami udalismy sie nad pobliskie jezioro a po godzinie pikniku na stojaco przy bagaznikach z prowiantem wyruszylismy do Teheranu, gdzie dojechalismy przez polnoca. Amir zawiozl mnie do lekarza, ktory stwierdzil zarazenie jakims miejscowym wirusem, przepisal leki i 2 zastrzyki, za co moj pomocnik sam zaplacil i kategorycznie odmowil wyrownania rachunku. Z racji problemow z rezerwacja hostelu o 2 nocy pojechalismy do mieszkania mojego gospodarza, gdzie mnie przenocowal.
Zobacz to miejsce